El primer paseo, primer alfajor y Rocio la mejor

Kolejny piękny, kalendarzowo zimowy ale tak naprawdę to wiosenny a może i jesienny dzień. Czas na spacer po City Bell!

Nie wiem jak ludzie wyobrażają sobie Argentynę, ale oglądając moje zdjęcia większość byla zdziwiona że wygląda tak “europejsko”. Takie same chodniki i podobne budynki? Zdecydowanie nie takie same. Mają w sobie coś wyjątkowego, ale na pewno nie stoją w dżungli jak niektórzy myśleli. Wiem, że Argentyna to mieszanka wielu krajobrazów, ale myślenie o regionie Buenos Aires jako “dziczy” to trochę przesada.

W Argentynie nawet śmietniki są inne! Często zwisają z pnia drzewa. Z pewnością wyglądałam nieprzeciętnie robiąc sobie zdjęcia ze śmietnikiem, ale kto by się przejmował! Wyglądały jakoś lepiej niż nasze oblepione kubły na każdym rogu ulicy.

W Argentynie nigdy nie będziesz spacerować sam! Zawsze będą za Tobą podążać czworonogi. Nigdy nie widziałam tyle psów, co na ulicach City Bell. Dziesiątki bezpańskich psów błąkających się po ulicach nie raz wpływały na trasę naszego spaceru zagradzając nam drogę wyszczerzając przy tym swoje białe kły. En todas partes perros, en serio! Po białych kłach przyszedł czas na biały alfajor Havana-kruche ciasteczko z kajmakiem, bardzo popularne w Ameryce Łacińskiej, zwłaszcza w Argentynie. Istnieje tak wiele typów alfajores, że ciężko je tutaj wymienić. Ja zachęcam do spróbowania wszystkich, havany,aguily czy jorgito wszystkie są muy rico! Esta para chuparse los dedos!

Z pysznym wspomnieniem po dulce de leche na podniebieniu poszłyśmy do dawnego liceum Sol w City Bell. Wszyscy nauczyciele i pracownicy szkoły byli dla mnie tacy mili,chętnie zadawali pytania, uśmiechali się…wspaniali ludzie!

To co podoba mi się w argentyńskich domach to zdecydowanie rodzinna,ciepła atmosfera. Dom Los Lindon Colombo zawsze był pełen radości i uśmiechniętych ludzi. Zachwycały mnie te rodzinne obiady, czasem nawet z czternastoma osobami przy stole. Rodzina, przyjaciele, znajomi…wszyscy zawsze byli mile widziani. Tego wieczoru odwiedziła nas przecudowna Rocio, najlepsza przyjaciółka Sol. W żadnym języku nie dogadasz się z ludźmi lepiej niż w języku uprzejmości i przyjaźni. Do tego nie potrzebujesz nawet słownika, wystarczy uśmiech, a każdy wieczór będzie tak niezwykły jak ten 7 września. Ich gościnności i dobrym sercom zawdzięczam wszystko. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że po dwóch dniach przebywania z nimi czułam się jak członek rodziny? Trochę zabawny, trochę blady, trochę mało hiszpańskojęzyczny ale jednak członek rodziny.

2 thoughts on “El primer paseo, primer alfajor y Rocio la mejor

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s