Después de 10 meses!


27.07 9:20 (lokalnego czasu), wylądowałam w Buenos Aires. Podróż z liniami Iberia była gorsza niż z Air Europa. Nie tylko z powodu gorszego jedzenia, ale przede wszystkim z powodu zestresowanej i zmęczonej cabin crew. Nie jest to pewnie duży powód do narzekania, jednak nie dosyć ze nie było miejsca w kabinie na mój bagaż podręczny, to jeszcze Pan powiedział ze muszę sama obejść cały samolot i szukać miejsca, bo…on jest za bardzo zmęczony. Ostatecznie moja walizka zniknęła mi z oczu. Niemniej jednak, po mniej niż 14 godzinach wylądowaliśmy na lotnisku EZEIZE w Buenos Aires. Byłam bardzo zmęczona, chciało mi się pić, a Pani policjantka na kontroli paszportów miała opory, by wpuścić mnie do środka, pomimo mojej półrocznej wizy. Po 23 minutach, spojrzała mi w oczy i powiedziała “Bien”, co przełożyłam sobie śmiało na słowa “Bienvenidas en Argentina Judy”. Później wyruszyłam na poszukiwanie mojego bagażu. Nie mogąc go skompletować ruszyłam na poszukiwanie kogoś kto mógłby mi pomoc. Pytanie “Do you speak english?” wywoływało jedynie uśmiech i większą śmiałość, by mówić do mnie po hiszpańsku. Początkowo dowiedziałam się że mój bagaż podręczny został w Barcelonie, na co można było zareagować jedynie polskim przekleństwem. Po godzinie jednak odnalazł się w Buenos Aires i wszystko wróciło do normy. Całe szczęście, że nie trafił do miejsca o przerażającej nazwie “Podejrzane bagaże. Do sprawdzenia”, gdyż wtedy miałabym problemy. W całej przygodzie pomogła mi Sofi, ( gdyż ja nie rozumiałam zbyt wiele ) niesamowita Argentynka i wolontariuszka AFS ARG&URU, która będzie mnie gościć w swoim mieszkaniu przez najbliższe 6 miesięcy. Dlaczego? Bo lubi poznawać ludzi z innych kultur. Ona sama spędziła w 2012 roku 6 miesięcy na wymianie w Niemczech. Przyjechała do mnie z La Plata na lotnisku z jeszcze jedna wolontariuszką-Juli oraz z pięknym napisem “Bienvenida Judy”, co wywołało nie mały uśmiech ma mojej twarzy:). Pózniej wypłaciłam swoje pierwsze pesos z argentyńskiego bankomatu i ruszyłam po zakup biletu autobusowego, by moc dojechać do miejsca docelowego, którym było miasto La Plata. Zapłaciłam za niego 180 pesos. Po zjedzeniu frytek w McDonald’s ruszyliśmy. Ja z 27 kilogramami na plecach, one z moją walizką i torbą z laptopem. Nie było łatwo. Nie tylko, dlatego ze musiałyśmy 3 razy zmieniać autobus, ale tez dlatego ze kierowcy jeżdżą jak wariaci. O 16:00 lokalnego czasu dotarłyśmy na miejsce. Szczęśliwe, ale wykończone. Trochę porozmawialiśmy. Trochę przeszłyśmy sie po okolicy. Zjadłam moje ukochane dulce de leche i o 19:00 poszłam spać. Obudziłam się dopiero o 6:20 kolejnego dnia. Dziś będzie nowy dzień!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s