Brzoskwiniowa herbata, Uribelarrea i Navarro

Wczesny poranek. Brzoskwiniowa herbata na śniadanie i dwa tosty z dulce de leche. Tak zaczęłam kolejny dzień w Argentynie. Szybkie śniadanie z rodziną Gonzalez, wymiana zdań o Polsce i Argentynie i wychodzimy z domu.
W jednej ręce yerba mate, nierzadko w drugiej marihuana. To oznacza ze Argentyńczyk jest gotowy do drogi. Jedziemy samochodem zwiedzać miasteczka Uribelarrea i Navarro,oddalone od Buenos Aires jakieś półtorej godziny. Bardzo się cieszyłam na te wycieczki. Wszystko mnie interesuje bardziej niż siedzenie samotnie w La Plata. Okazało zię, że sens wyjazdu jest głębszy. Camila przygotowuje wycieczkę do owych miasteczek w ramach zaliczenia na studia. W drodze zjadłam czekoladowa babeczkę którą nazywa się tutaj Madalenas. Przypomniała mi ona Kochaną Babcię Irenkę. Zawsze jak byłam mała i byłam na super wakacjach w Gorzowie Wielkopolskim, babcia kupowała mi takie babeczki. Babciu, te od Ciebie były znacznie smaczniejsze! Jak przyjadę to musimy je zjeść razem:) I lody gruszkowe. Zawsze miałaś ich zapas w zamrażarce. Jeśli to czytasz Babciu to bardzo mocno Cie przytulam!
Jadąc, dziewczyny opowiadały mi dużo o okolicy przez którą jedziemy. Niby same pola i małe miasteczka, ale ciekawie opowiadały. Najbardziej zachwycały się bydłem. Opowiadały ze tutejsze krowy, maja dużo aktywności, co powoduje że mięso na ich ukochane Asado jest jeszcze lepsze. Aimé twierdzi że najlepsze mięso jest właśnie stad. W prowincji Buenos Aires istnieją minimum 4 rożne typy krów. Opowiadała mi tez o tym ze jeszcze lepsze krowy sa na północy, przy granicy z Brazylia. Są silniejsze, bo tam sa lepsze warunki by je hodować. Nie wiem na czym to polega. Ja myślałam ze istnieje tylko jedna krowa. Ta fioletowa. Ta z Milki.
Pradziadek od strony mamy Aimé był Polakiem. Przybył tutaj w XIX wieku. Nie maja jednak żadnego kontaktu z rodzina w Polsce, ale mi było bardzo miło ze jej pradziadek był Polakiem.
Uribelarrea to bardziej mała wioska niż miasteczko, ale fajnie było je zobaczyć. Widziałam prawdziwą “cervezeria”, czyli bar specjalizujący się w produkcji piwa. Ważą je na miejscu. Właściciel pokazał mi całe zaplecze z baniakami złotego trunku. Pózniej skierowaliśmy się na południowy wschód w stronę miasteczka Navarro. Bardzo mi się podobało! Na środku plac, naprzeciwko kościółek. Przypominało mi Borek Wielkopolski, gdzie mieszka moja przyjaciółka Kasia. Szczersze mówiąc było zupełnie inne ale i tak bardzo mi przypominało taki polski Borek lub Limanową na południu Polski. Moze bardziej przypominało włoskie miasteczko? Nie wiem. Takich pięknych miasteczek jest w prowincji Buenos Aires podobno ponad 600. Przypomniało mi to wszystko podróże na południe Polski z moim kochanym tatą, gdy odwiedzaliśmy naszą rodzinę od strony Babci Tesi i Dziadka Stasia.
Zjadlam pierwszą argentyńską bułkę z chorizo y queso (kiełbasa i ser) i wracamy do Buenos Aires.IMG_8884IMG_8892IMG_8895IMG_8905IMG_8911IMG_8916

2 thoughts on “Brzoskwiniowa herbata, Uribelarrea i Navarro

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s