“Safe as Poland”- universidad en Moron

Cami studiuje Turismo w miejscowości Moron, blisko jej rodzinnej miejscowości Ituzaingó. (Bardzo, ale to bardzo podobały mi się obydwie miejscowości. Czułam się w nich jak w przytulnym pokoju). W tym miasteczku zjadłam najlepszą pizze. Pan zrobił ją w 5 minut a była muy rico (bardzo smaczna). Cami chcąc pokazać mi swój uniwersytet, zabrała mnie na zajęcia angielskiego i historii na UM (Universidad Moron). Lekcja angielskiego zaczynała się o 18:00 i miała trwać aż do 21:00. Następnie od 21:00 do 23:00 lekcja historii. Lekcje odbywają się tak późno, gdyż większość studentów pracuje. Zacznę od tego, że niełatwo było wejść na ten uniwersytet. Jest on prywatny, a na dodatek płatny, więc również bardzo strzeżony. Przy wejściu sprawdzane są dowody osobiste. Pokazałam wiec i ja swój dowód osobisty, z uśmiechem na twarzy i widoczną dumą w oczach. “Polonia?” Si! El mejor pais del mundo! (Tak! Najlepszy kraj na świcie! ). Jest to takie moje zdanie, które zawsze działa. Zawsze wywołuje uśmiech na twarzy Argentyńczyków i rozluźnia atmosferę. Miła Pani spisała wszystkie potrzebne jej numery. Nie mogła jedynie zrozumieć po co ja chce tu wejść. Cami powiedziała ze chce mi pokazać uniwersytet, że napijemy się kawy w bufecie i wyjdziemy. Problem powstał gdy Pani spytała o której godzinie wyjdziemy. Faktycznie pić kawę przez 5 godzin to trochę dziwne. Przejęłam więc ja inicjatywę w tej rozmowie. Mój hiszpański zawsze rozczula ludzi. “Quiero mucho ver el Universidad por favor” (Bardzo chce zobaczyć Uniwersytet!). To zdanie przeważyło. Wpuściła mnie z uśmiechem na twarzy:) Uniwersytet bardzo mi się podobał! Czysto, nowocześnie…po prostu fajnie! Jeszcze bardziej podobała mi się lekcja angielskiego. Przemiła Pani Profesor spóźniła się tylko 30 minut, ale nikt nie miał jej tego za złe. Nawet ona sama:) Nie było żadnego problemu żebym była na lekcji. Zwłaszcza ze przyszły na nią zaledwie 4 osoby. Co więcej byłam ogromną atrakcją. Moje opowieści o Polsce, o Polonii, o AFSie i o tym co ja właściwie tutaj sama robię zajęły 2 godziny. Przez godzinę mówiłam po angielsku, Pani zadawała mi pytania, wszyscy byli bardzo zainteresowani. Potem tylko okazało się, ze dziewczyny prawie nic nie zrozumiały po angielsku, wiec kolejna godzinę starałam się opowiadać po hiszpańsku. Pokazałam im książkę którą dostałam od mojej mamy “Jakoś to będzie” (Dziękuje za nią mamo!), chciałam żeby pooglądały obrazki i zobaczyły jak wyglądają słowa w języku polskim. Pózniej mówiłam też po polsku kilka zdań. Powiedziały, że bardzo ładnie brzmi. Ewidentnie głównym tematem tych zajęć była Judyta Kuc. Temat ciekawy,nie zaprzeczę. Wypytywały mnie, o sytuacje ekonomiczną w Polsce, o uniwersytety, o jedzenie, o kulturę, o mnie samą, a ja cały czas opowiadałam. Naprawdę genialna była ta lekcja. Chyba najmilej spędzony czas w Argentynie. Umówiłyśmy się nawet, że przyjadę na ten uniwersytet jeszcze raz i przeprowadzę moją prezentację o Polsce w języku hiszpańskim. Na koniec zapytałam czy możemy sobie zrobić wspólne zdjęcie i tak o to mam taką piękną pamiątkę.
Lekcja historii również była fajna. Byłam bardzo zmęczona i nie wszystko zrozumiałam, ale dobrze mi tam było. “Na takim uniwersytecie mogłabym studiować” pomyślałam. Wszyscy notowali, słuchali, chcieli się nauczyć. Miesięczny koszt to około 280 dolarów amerykańskich. Niby
dużo, ale jak na prywatny uniwersytet to mało. Tak przynajmniej twierdzi Cami. Ona pochodzi z zamożnej rodziny. Ma piekny dom, dwa samochody i Panią do sprzątania. Dzielnica z wyższej półki. Pierwszy raz miałam okazje być w takiej. Czułam się tam bezpiecznie. O 23:00 odebrał nas tata Cami i zawiózł do domu, gdzie czekała na mnie pyszna pizza. Całą drogę opowiadałam mu po hiszpańsku o Polsce, Poloni i AFS, czyli wszystko jeszcze raz. Ale bardzo lubię tak opowiadać. Pan Amadeo opowiadał mi że ma kilku kolegów z polskimi korzeniami, pokazał mi tez książkę o Powstaniu Warszawskim, napisaną przez Argentynkę polskiego pochodzenia. Jemu z kolei najbardziej podobały się opowieści o polskiej zimie i ciekawostka o tym że koncern Yerba Mate Amanda, został założony przez Polaków którzy w przeszłości osiedlili się w Missiones, na północy Argentyny. Dom Państwa Gonzalez wykonany jest z cegły, a w środku bardzo zadbany, przepełniony pamiątkami z podróży po Ameryce Łacińskiej. Zjadłam pizze, obejrzałam trochę argentyńskiej telewizji i poszłam spać. Było ciepło, wygodnie i prawie jak w domu. W tym domu słychać było śpiew dobrych ludzi Babciu Marylko!

 

IMG_8839IMG_8840IMG_8841IMG_8848IMG_8857

One thought on ““Safe as Poland”- universidad en Moron

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s