Pruebas de nivel en Buenos Aires, czyli kursy hiszpańskiego i ponowne podbicie stolicy Argentyny

Podróże małe i duże. 7:00 rano, czas wstawać. Nadeszła pora, by osiągnąć swój kolejny cel-znaleźć kurs języka hiszpańskiego w Buenos Aires. W planie miałam, by o 8:00 wyjść z domu na dworzec. Nie wiedziałam, którym autobusem się tam dojeżdża, więc chciałam iść pieszo. Chwilę później obudziła się jednak Sofi i powiedziała, że też jedzie do Buenos Aires, do biura AFS. Jakby nie mogła mi o tym powiedzieć wczoraj…Specjalnie wczoraj szłam na dworzec, by posprawdzać jaki bus gdzie jedzie. Trudno. Miałyśmy wyjść o 8:15, ale wyszłyśmy o 8:45. Trudno (wersja latino).

O 10:00 ruszyłyśmy micro Plaza 129 Retiro por autopista. Czym byłyby podróże, gdyby wokół nie było zasięgu telefonii komórkowej. Dla wielu pewnie zwykłą nudą. Wszyscy w busach podczas jazdy piszą na Whatsapp. Wszyscy. To musi być jakaś narodowa tradycja. Argentyńczycy to chyba w każdej wolnej chwili są na Whatsapp. W tych mniej wolnych chwilach również. Tez bym sobie czasem z kimś popisała, na przykład z moimi kochanymi rodzicami, ale często nie działa mi internet. Wykupiłam argentyński numer, wpłaciłam na niego pieniądze w odpowiednim punkcie, ale pieniędzy nie ma. Z tego powodu cały dzień w podróży byłam bez internetu, a był mi potrzebny żeby sprawnie dotrzeć w wyznaczone miejsca w nieznanym mi mieście. Spytałam argentyńskich znajomych, dlaczego nie wpłynęły, ale uzyskałam jedynie odpowiedź „tak bywa”. Skoro tak bywa, to nie mam z czym dyskutować. W pralce też czasem giną bezpowrotnie skarpetki. Tak bywa. Nie mając w busie internetu, podziwiałam widoki za szyba. Może to i lepiej. Poprawka. Podziwiałam, do czasu aż nie zaparowała. Za każdym razem, gdy jadę autobusem pod koniec trasy brakuje już powietrza. Jest duszno, szyby zaparowane i brzydko pachnie, nie ma tu żadnej wentylacji. Wchodząc zajmuj pierwsze lepsze miejsce. Jak będziesz się długo decydować to w końcu będziesz stać cała drogę. Ja usiadłam. Dużo osób jednak stało. Jedna dziewczyna przy kości, stojąc przygniatała mnie swoim ciałem. Całkiem (nie)miła podróż. Ale dałam radę! O 11:15 wysiadłam na przystanku Metrobus T. Marcelo (dwa przystanki za Obelisco). Sofi poszła w jedną stronę, a ja w drugą. Szłam cały czas z mapą Google, żeby się nie zgubić. Mapa Google jest o tyle fajną aplikcją, że pokazuje Ci twoje położenie, nawet gdy nie masz internetu. Ważne jest, by otworzyć mapę i wyznaczyć trasę jeszcze mając internet, wtedy się zapisuje. Nie do końca jestem pewna jak to działa, ale na szczęście działa. Zawsze wiem, gdzie jestem.

Z przystanku do Uniwersytetu UBA, wydział Nauk Społecznych, szlam jakieś 30 minut. Trochę daleko, ale za to ulica Santa Fe, która spacerowałam była przepiękna. Idąc nią można się było poczuć jak w Europie, jak w Paryżu czy Madrycie. Dużo sklepów, kwiaciarni i ludzie byli jakoś tak ładnie ubrani, lepiej niż w La Plata. Dobrze się tam czułam.

Droga jest bardzo łatwa. Cały czas prosto i w lewo. Co prawda to prosto trwało bardzo długo, ale w końcu dotarłam na miejsce. Budynek dosyć zaniedbany. Dosyć mocno, ale może tak mi się wydaje, po tym jak spędziłam 9 miesięcy na nowiutkim, nowocześnie wykonanym uniwersytecie w Gdańsku. Po wejściu do środka, chcąc dowiedzieć się gdzie kierować się dalej, zapytałam starszego Pana Woźnego (po hiszpańsku), gdzie znajduje się owe Centrum Języków Obcych. Skierował mnie windą na 5 piętro. W całej Argentynie windy są takie same. Najpierw należy odsunąć jej zakratowaną część, pózniej drugą, pózniej każda mocno zatrzasnąć i wcisnąć numer. Trzeba te ruchy wykonywać sprawnie, bo inaczej się zatnie. Tak mówią. Centrum Języków Obcych okazał się być jeden mały pokoik, do którego drzwi były całe zakratowane. Zapukałam więc, ale nikt nie odpowiedział. Po drugim razie, zza drzwi wyłoniła się miła Pani w okularkach, sekretarka. Wytłumaczyłam jej swoim skromnym hiszpańskim, że przyszłam tutaj, by nauczyć się języka hiszpańskiego na intensywnym kursie, który podobno odbywa się w tym miejscu. Pani się do mnie uśmiechnęła i powiedziała, że wszystko się zgadza. Poczułam dużą ulgę, że dotarłam w dobre miejsce. Chwilę pózniej zza kraty wyłoniła się druga Pani, nauczycielka języka hiszpańskiego. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że ma dla mnie test sprawdzający mój poziom języka. Była bardzo miła dla mnie. Pytała się co tutaj robię i pochwaliła mój komunikatywny hiszpański. Poszłyśmy do klasy, by tam napisać test. Składał się on z 8 stron A4. Pierwsza była bardzo łatwa, należało odpowiedzieć na kilka prostych pytań o sobie. Pózniej było coraz trudniej. Czasy przeszłe i inne zawiłości gramatyczne, a na koniec krótka wypowiedź pisemna. Napisałam wszystko co umiałam, troszkę opowiedziałam Pani co ja tu robię, dowiedziałam się więcej szczegółów o kursie, podziękowałam i poszłam. Panie powiedziały mi ze dostanę maila zwrotnego z wynikiem testu jeszcze dzisiaj. Jak się domyślacie nic jeszcze nie dostałam, ale liczę na to , że dzisiaj mail się pojawi.

Po szybkim skontrolowaniu GPS’a ruszyłam w stronę drugiej szkoły języków obcych, tym razem na wydziale filozofii. Musiałam zapamiętać trasę, gdyż nie wskazane jest, by chodzić po mieście z telefonem w ręce. Naraża nas to na kradzieże. Mam jednak dobry zmysł orientacji w terenie wiec nie miałam z tym wielkiego problemu. GPS pokazywał 40 minut drogi, ja szlam godzinę. Byłam bardzo zmęczona, zrobiłam więc małą przerwę w Burger Kingu (wiem, niezwykle argentyńska żywność), by coś zjeść i za pomocą ichniego internetu zadzwonić do moich rodziców, bo bardzo chciałam ich usłyszeć. Pomimo, iż zamówienie bułki złożyłam w bardzo prostej i konkretnej formie, Pani w kasie zawaliła mnie różnymi hiszpańskimi pytaniami. Później zrezygnowała i dała mi to o co prosiłam. Może pytała o ketchup do frytek. Nie wiem. Raczej nie. Po krótkiej rozmowie z rodzicami ruszyłam dalej. GPS pokazywał 20 minut drogi, niestety tym razem zawiódł mnie kompletnie. Ani nie było to 20 minut, ani nie było to w tym miejscu które wskazywał. Pobłąkałam się po mieście i ostatecznie zdecydował się zapytać kogoś o drogę w jakimś bezpiecznym miejscu. Weszłam do jakiegoś urzędu czy banku, nie jestem pewna co to było i zapytałam dwóch Pań czy wiedzą gdzie znajduje się wydział tamtego uniwersytetu. One skierowały mnie jednak do starszego Pana z brodą. Był bardzo miłym portierem, który mówił tylko po hiszpańsku. Zapisał i adres na karteczce uprzedzając, abym nie chodziła z komórka na widoku, wyszedł przed budynek i wytłumaczył mi całą trasę. Cieszył się, gdy usłyszał że jestem z Polski a nie z USA i mówił ze w Buenos jest dużo Polaków. Nie byłam pewna czy zrozumiałam jego wyjaśnienia, ale okazało się że tak bo dotarłam na miejsce! Budynek tego uniwersytetu był w dużo lepszym stanie, krótko mówiąc był bardzo ładnym. Co mi jednak po tym, gdy w informacji (Pani mówiła rownież tylko po hiszpańsku) dowiedziałam się że nauczycielka języka hiszpańskiego przeprowadzająca testy była do godziny 13:00, a jest juz 13:15. Było mi strasznie przykro, bo włożyłam wiele wysiłku w to, by tam dojechać. Pani kazała mi przyjść jednak w poniedziałek albo we wtorek miedzy 10:00 a 13:00. Tak wiec zrobię.

Nie zwlekając, znalazłam drogę powrotną na przystanek i o 14:00 ruszyłam z powrotem w stronę La Plata. O 15:15 byłam na dworcu i na piechotę i na pamięć wróciłam do mieszkania. O 16:30 byłam na miejscu i zadzwoniłam, do moich rodziców, by im wszystko opowiedzieć.

 

IMG_9083

 

IMG_9094IMG_9096IMG_9105IMG_9107IMG_9110IMG_9111IMG_9082

9 thoughts on “Pruebas de nivel en Buenos Aires, czyli kursy hiszpańskiego i ponowne podbicie stolicy Argentyny

  1. Ja jak bylem pisac placemant test z hiszpanskiego to oddalem pusta kartke i ‘dostalem’ sie do najgorszej grupy ktora prowadzil Polak 😉 moze tez tak moglas zrobic 😛

    Like

    1. A mi juz wysłali maila ze zakwalifikowali mnie do na Level 2:) wiec trochę poprawnych odpowiedzi tam napisałam…:-)

      Like

  2. Jesteś super! ❤ Dajesz Dysieł! Zrób to do list (o ile jeszcze nie masz) i działaj! Małymi krokami i do przodu! I wróć opalona, żebym mogła Ci zazdrościć:)

    Like

    1. Martucha moja podróżniczko! Nawet nie wiesz jak bardzo Twoja wiadomość poprawiła mi humor! Dziękuje ze mnie wspierasz bo bardzo tego potrzebuje:) Jest i dobrze i zle, czyli prawdziwe zycie 🙂

      Całuje!

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s