Pierwsza podróż na granicę z Urugwajem!

IMG_9170IMG_9171IMG_9172IMG_9173IMG_9177IMG_9179IMG_9186IMG_9191IMG_9207IMG_9212IMG_9244IMG_9279IMG_9280IMG_9284Pogoda mnie tu nie rozpieszcza. Szaro, zimno i deszczowo. Dzisiaj to już wyjątkowo deszczowo. Ulewa. Myślę, że jeszcze większa od tej sprzed kilku dni w Polsce którą opisywał mi w mailu mój najdroższy Wujek Remek. “Był to chyba najdłuższy i o największym zasięgu terytorialnym przelotny opad jaki widziałem.” Tu było bardzo podobnie Wujku!
Nie mogłam się jednak przejmować deszczem! Nadszedł ten piękny dzień, gdy ruszam w podróż. Sofi zabiera mnie w swoje rodzinne strony, do miasta Concordia, leżącego w Prowincji Entre Ríos (po polsku “Między rzekami”), na granicy z Urugwajem. Wszystkie granice prowincji wyznaczają rzeki, nawet tę z Urugwajem. Przez Entre Rios przechodzi rownież długa rzeka Paraná, która płynie aż do Brazylii i Paragwaju. To druga (po Amazonce) pod względem długości i powierzchni dorzecza rzeka w Ameryce Południowej.

Godzina 13:00, która miała oznaczać wyjście z domu, zmieniła się szybko w 13:30, wtedy ruszyłyśmy Remis (tańszy odpowiednik Taxi) w stronę Terminal w La Plata, z którego o 14:00 odjechałyśmy micro Costera do Buenos Aires. Podróż do stolicy trwała standardowo około półtorej godziny. Tym razem jechałyśmy na ostatni przystanek trasy, bo na główny dworzec autobusowy w BA o nazwie Retiro. Dworzec brzydki, ale duży. Zaraz za dworcem znajduje się coś przypominające slumsy. Małe niedokończone, zrobione z czegokolwiek domki. Krótko mówiąc, ogromna bieda. Bardzo mi się zrobiło smutno jak tamtędy przechodziłam, nie chciałam nawet robić zdjeć temu co widziałam.
Na dworcu znajduje się wiele sklepików, kas biletowych i przede wszystkim stanowisk autobusowych. Na stanowiska od 1 do 61 przyjeżdzają autokary, które kursują na terenie Argentyny. Od 61 w z wyż te międzynarodowe, które dojeżdżają pewnie do każdego państwa Ameryki Południowej. My, nasze bilety na micro kupiłyśmy przez internet, za pośrednictwem strony konkretnego przewoźnika “Crucero del Norte”, godzine przed wyjściem z mieszkania. Mimo, zakupu internetowego, na maila przychodzi jedynie voucher, który musimy wydrukować i zamienić na bilet juz na dworcu w odpowiednim punkcie danego przewoźnika. Samych przewoźników są tam miliony, a ich kas i punktów informacji jeszcze więcej. Sama bym się tam nie odnalazła. O 15:15 byłyśmy na Retiro, a musiałyśmy jeszcze zamienić voucher na bilet. Szybki trucht z torbami, 10 minut w kolejce , którą spowodowała pewna Pani, zadająca wiele nikomu niepotrzebnych pytań i o 15:25, dostajemy się do okienka. Nie miałyśmy w mieszkaniu tuszu w drukarce, wiec vouchery miałyśmy w formie elektronicznej. Nie spodobało się to Panu, który nas obsługiwał i kazał nam wysłać je w tej chwili na maila, który podał. 15:28 dostałyśmy bilety, uprzednio potwierdzając swoją tożsamość dowodem osobistym. Nie wiem jaką metodą, ale Sofi znalazła odpowiednie stanowisko micro. 15:33 ruszamy z Retiro do miasta Concordia. Przy wejściu pokazałyśmy bilety, dowód osobisty, a w zamian dostałyśmy cukierka i zostałyśmy wpuszczone na pokład pięknego autobusu. Nie uwierzycie, ale był bardziej nowoczesny niż wszystkie pozostałe, którymi jeździłam w moim życiu, po Polsce czy Europie. Dwupiętrowy, wygodne fotele, wejście USB, by podładować komórkę, poduszka, kocyk, czysta toaleta i…2 posiłki. Pierwszy, merienda (podwieczorek) dostałyśmy po około 3 godzinach jazdy. Picie, kanapeczka, babeczka i kruche ciastko. Zdecydowanie lepszy poczęstunek niż w PKP. A nie, przepraszam, w PKP nie ma poczęstunku. Nasze koleje zaciskają pasa. Drugi posiłek godzinę przed końcem jazdy: sałatka z kurczakiem, bułeczka, makaron z kapką sosu bolognese, ciasto i mus owocowy. Żyć nie umierać. Lepiej niz w międzykontynentalnych liniach lotniczych. Nie mowię, ze było pyszne, bo było bardzo niesmaczne, ale przynajmniej coś było i było dużo ! Jadąc, podziwiałam zapierające dech w piersiach widoki. Delty rzeczne i piękny zachód słońca. Zrobiłam mnóstwo zdjęć. O 21:30 dojechałyśmy do docelowego miasta Concordia. Z dworca odebrał nas tata Sofi, bardzo ciepły człowiek. W domu czekała na nas mama Sofi, która była równie sympatyczna. Sprezentowała im polską czekoladę, angielską herbatę i małą butelkę wódki. Bardzo się ucieszyli. Rozmawialiśmy o Polsce i o tym co tutaj robię chyba przez 2 godziny. Wszystko po hiszpańsku. Było przemiło. Jestem bardzo mile zaskoczona!

3 thoughts on “Pierwsza podróż na granicę z Urugwajem!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s