Bienvenidas a Uruguay:)

Wybiła godzina 15:15. Całą rodziną ruszamy do Urugwaju. Dla nich to wyprawa jakich było i na pewno będzie wiele, a mi serce biło troszkę szybciej, na samą myśl, że w moim paszporcie znajdzie się kolejna pamiątka w postaci pieczątki z informacją o przekroczeniu granicy kraju. Zabrała się nawet z nami Laura, koleżanka Sofi. Pierwsza obserwacja z trasy: Argentyńczycy jeżdżą bez zapiętych pasów, jedynie na drogach szybkiego ruchu czasem zapną. Może Yerba Mate dodaje im odwagi.

Po około 25 kilometrach, a więc i 30 minutach jazdy dojeżdżamy do pilnie strzeżonej granicy obydwu państw. Zapakowaliśmy samochód i poszliśmy na kontrolę paszportów. Kolejka, nie była duża, a Pan ze straży granicznej bardzo miły. Trochę się przyglądał temu mojemu paszportowi, ale ostatecznie przybił swoją silną urugwajską ręką pieczątkę pozwalającą na wstęp do Urugwaju. Szczęśliwa zapakowałam się do auta i o 16:00 przejeżdżając mostem nad rzeką „uruguay” wjechaliśmy na teren Urugwaju. Uśmiech na mojej twarzy nie znikał, gdy widziałam tabliczki z napisem „Republica Oriental del Uruguay”. Drogi wydawały się być lepsze, bardziej nowoczesne, było dużo latarni przy drogach. Było też bardziej czysto w miescie. Chwile później wszystko wyglądało zupełnie jak w Argentynie. Takie same ulice. Tacy sami ludzie. Nie ma się czemu dziwić, w końcu byłam zaledwie 20 kilometrów od granicy. Miasto do którego wjechaliśmy nazywało się Salto. Jest to miasto w zachodnim Urugwaju, na lewym brzegu rzeki Urugwaj przy granicy z Argentyną (na drugim brzegu znajduje się rodzinne miasto Sofi- Concordia ). Jest to drugie pod względem liczby ludności miasto kraju. Salto jest ważnym portem rzecznym na rzece Urugwaj. W latach 1974-1979 na rzece zbudowano zaporę Salto Grande, która produkuje energię elektryczną dla Urugwaju i Argentyny. Na tej zaporze pracuje tata Sofi- Claudio. Nie mogę powiedzieć, że wiele widziałam. Nie wychodziliśmy prawie w ogóle z samochodu. Nie mniej jednak bardzo się cieszyłam, że tam jestem. Całą drogę rozmawialiśmy o różnicach między Argentyną a Urugwajem. Przede wszystkim w Urugwaju jest bezpieczniej. Nie bez powodu jest on nazywany Szwajcarią Ameryki Łacińskiej. Inna jest również waluta: peso urugwajskie. 1 UYU =60 centavos ARS, a 10 UYU = 6 pesos ARS. To tak w skrócie. Różnice dostrzeżemy też w pojedynczych słowach, nie każde oznacza to samo co w Argentynie. Diana podkreślała, że tutaj yerba mate jest silniejsza, gdyż sprowadzają ją z Brazylii. Nie produkują sami, ani nie importują z Argentyny. Nie umiała powiedzieć, dlaczego tak jest. Mówiła też, że w Urugwaju piją jej jeszcze więcej niż w Argentynie, co wydaje mi się niemożliwe. Faktycznie jednak, jadąc autem, po drodze widzieliśmy tłumy ludzi, spędzających niedzielne popołudnie w parku, obowiązkowo popijając yerba mate. Mama Sofi opowiadała też o dużej emigracjii Basków do Urugwaju, a później o pielgrzymce Jana Pawła II do Salto, którą odbył w maju 1988 roku. Mijaliśmy nawet ulice z jego imieniem i miejsce w którym odprawiał mszę świętą.

O 18:00 przyjechaliśmy z powrotem na granicę. Ponowny wjazd do Argentyny okazał się trudniejszy, niż wjazd na teren Urugwaju. Dwadzieścia dwie minuty Pani Strażniczka celna. sprawdzała moja wizę. Nie wiem o co chodziło, na szczęście ostatecznie powiedziała z uśmiechem na twarzy „buen viaje”. Kamień spadł mi z serca. O 18:30 wjechaliśmy z powrotem na teren Argentyny. Około godziny 19:00 dojechaliśmy do Concordii, do mieszkania Państwa Marturet. Byłam bardzo zmęczona i poszłam szybko spać. Kolejnego dnia spałam długo, bo do godziny 11:00. Kupiłyśmy bilety (tym razem nie vouchery) na micro do Buenos Aires i o 13:15 ruszlysmy busem „RAPIDO TATA” w stronę Capital Federal. Swoją drogą bardzo mi się spodobała nazwa przewoźnika:) Wersja „Cama” to jednak nie łóżko tylko wygodny fotel. Wersja „semi cama” to NIEwygodny fotel. W długich podróżach różnica jest spora, więc zachęcam do kupowania biletów „cama”. W tym busie nie było juz ani kocyka, ani jedzenia, a fotele były mniej wygodnie. Myśle ze na fotelach semi-cama to juz w ogóle bym nie wytrzymała. Warto zatem kupując bilet, zaznaczyć opcje “cama”.  Co więcej, autobus jechał o półtorej godziny dłużej. Łączny czas podróży z Concordia do La Plata zajął nam około 9 godzin. Nie było łatwo, ale czas umilała mi książka od mojej mamy.

Na koniec opowiem małą anegdotkę z podróży. Była godzina 14:40, więc jedziemy od niecałych dwóch godzin. Nagle autobus się zatrzymuje na poboczu autostrady. Gendarmeria Nacional wbiega do środka busa z latarkami i przeszukuje wszystko. Cały autokar. Każda półkę, każdy zagłówek, pod każdym fotelem, niektórym sprawdzają torby. Nie mam pojęcia czego szukali, ale wyglądało to przerażająco przez moment. Później sprawdzali nam dokumenty. Przy moim paszporcie młody wojskowy zatrzymał się na moment i zaczął wypytywać dokąd jadę. Popatrzył na mnie jeszcze chwile i poszedł. Cała ich akcja trwała jakieś 15 minut i ruszyliśmy dalej. O 20:50 dotarłyśmy na dworzec autobusowy w BA. Z całej podróży byłam bardzo zadowolona. Rodzice Sofi byli dla mnie bardzo gościnni.

Pod spodem kilka zdjęć z mojej jakże krótkiej, ale fajnej podróży.

 

uru 1

 

uru 2uru 5uru 6uru 4uru 3IMG_9375IMG_9371IMG_9370IMG_9366IMG_9359IMG_9352IMG_9348IMG_9334IMG_9332IMG_9365

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s