Podróż do Mar del Plata

 

Będąc już na dworcu, Pana Witolda zaczepiła jakaś młoda dziewczyna, by wypełnił ankiety…Nie umiał jej odmówić, zwłaszcza, że dużo frajdy sprawił mu fakt, iż nie potrafiła zapisać jego polskiego nazwiska. Wcale nie było takie łatwe, gdyż Witek nazywa się Szyszkowski. Pożegnałam się z nim  i poszłam do dworcowego baru, by coś, odsapnąć i zadzwonić do moich rodziców. Miałam jeszcze półtorej godziny czasu, ale lepiej jest być za wcześnie niż za późno. Przynajmniej według mnie, bo zapewne wielu moich argentyńskich znajomych, by się z tym nie zgodziło. Nie zgodziłby się z tymi słowami zapewne i kierowca autobusu, który miał mnie zabrać prosto do miejscowości Mar del Plata. Wraz z innymi wolontariuszami czekaliśmy półtorej godziny, aż autobus wreszcie przyjedzie. Nikt nie wytłumaczył, dlaczego bus był spóźniony. Po prostu był. Nie mieliśmy na to wpływu, czasem po prostu trzeba przyjąć sprawy, jakimi są, 90 minut postać na dworcu w moim formalnym stroju, w którym swoją drogą wyglądałam komicznie, a potem ruszyć w drogę. Było mi gorąco i niewygodnie. O godzinie 16:00 przyjechał autokar i po krótkiej kontroli pojazdu przez policję ruszyliśmy w stronę Mar del Plata. To ogromny, ponadpięćsetpięćdziesięciotysięczny kurort, gdzie wypoczywają latem przedewszystkim ludzie z Buenos Aires, ale i tłumy turystów z całego świata. Wolontariusze mówili , że to blisko Buenos Aires. A jak blisko? Trzysta kilometrów! W Argentynie trzysta kilometrów to jest blisko. Za oknem przez cała drogę rozciągały sie zielone równiny. Rzadziej małe zaniedbane miasteczka.

Przed godziną 22:00 byliśmy juz na miejscu. Na dworcu czekała na mnie Marina, wolontariuszka AFS Mar del Plata, u której miałam spędzić 2 noce w tym mieście. Pozostali wolontariusze spali w innym miejscu. Początkowo, było mi trochę przykro, zawsze się obawiam, że będę sprawiać kłopot. W tym wypadku zupełnie niepotrzebnie. Marina okazała się być najmilszą i najbardziej zakręconą osobą, jaką poznałam w Argentynie. Ma 22 lata, studiuje filologie angielską, kocha siatkówkę, a wymianę z AFS spędziła w Norwegi! Jej rodzina była równie miła. Mar ma pięcioro rodzeństwa, dwóch starszych braci, i 3 siostry. Jedna z nich pracuje w Buenos Aires w biurze AFS. Nareszcie można było poczuć ciepło domowego ogniska. Okazało się, ze nie byłam pierwszą Polką w ich domu. Przede mną była 3 lata temu pewna Ula, ale nie dokonać zrozumiałam jak ona się tam znalazła. Przy rodzinnej kolacji ( która zaczynała się tradycyjnie po godzinie 22;00 ) rozmawialiśmy dużo o…Polsce. Początkowo zarzekali się, ze nic o moim kraju  nie wiedzą, ale pózniej skojarzyli dosyć sporo faktów. Poza naszą smutną historią, obozami koncentracyjnymi w Auchwitz, Lechem Wałęsa, Karolem Wojtyłą, Robertem Lewandowskimi i Grzegorzem Lato znali rownież…ogórki kiszone! Niesamowite, prawda? Pokazałam im kilka video o Polsce, którymi byli zachwyceni! Było naprawdę bardzo sympatycznie i przede wszystkim rodzinnie.

Całą sobotę spędziłam na szkoleniu dla wolontariuszy AFS z Mar del Plata i Buenos Aires. Muszę przyznać, że nie było mi łatwo. Potoczny język hiszpański i 1000 słów na minutę. Za oknem deszcz. Głowa mi pękała. Integracja przebiegała zdecydowanie trudniej. Nikt nie mówił po angielsku i trzymali się raczej w swoich grupach. No cóż…bywa i tak. Mimo wszystko się cieszę, bo pogłębiłam moją “afsową”wiedzę. Swietnie zintegrowałam się jednak z rodziną Novelli! Bardzo podoba mi się ta tradycja siedzenia przy stole całą rodziną przez prawie cały wieczór! Jakoś im udaje się znaleźć na to czas, którego tak zawsze brakuje nam, Europejczykom. Stół jest chyba najważniejszym miejscem w każdym argentyńskim domu. Powiedzieli, że koniecznie muszę przyjechać jeszcze raz, jak już będzie cieplej. Młodsza siostra Mar (12 lat) wysłała mi uroczą wiadomość głosową, że jak przyjadę to musimy razem usmażyć naleśniki. Już nie mogę się doczekać! Muszę powiedzieć ze samo miasto, nie wiele różniło się od La Plata. Wszystkie miasta i miasteczka są bardzo podobne. Pomimo strasznego deszczu, pierwszy raz w życiu widziałam za argentyńskie morze! Plaża nie dorównuje naszym polskim białym piaskom… 🙂

Moja trzecia, mała podróż po Argentynie zakończyła się w niedzielę wieczorem, gdy dojechałam szczęśliwie do La Plata. To już też trzecia poznana przeze mnie podczas tego wyjazdu, argentyńska rodzina! Nie mogę się doczekać kolejnych podróży i kolejnych takich spotkań!

23467891011121311415

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s