MALBA y exchange students

Cały weekend padał deszcz. Dosłownie lało. Istne załamanie pogody. W nocy z niedzieli na poniedziałek była taka wichura, ze myślałam ze okno wyleci z zawiasów. Nie zmrużyłam oka ani na chwile. Chyba pierwszy raz w życiu. Trochę się bałam, ale tak naprawdę to ja po prostu nie potrafię spać w hałasie czy z zapalonym światłem. No nic. Takie jest życie. Budzik dzwoni, trzeba wstawać. Przede mną długi dzień w Buenos Aires. Cały ten deszczowy weekend studiowałam mapę argentyńskiej stolicy, by móc jeszcze lepiej odnajdywać się w mieście. Zaznaczyłam wszystko co chcę zwiedzić, choć dużo już widziałam. Lubię przekazywać wiedzę, która już posiadam, zwłaszcza gdy wiem ze ułatwi ona życie drugiej osobie. Zaproponowałam tegorocznym exchange students, by ruszyli ze mną na podbój Buenos. Bardzo się ucieszyli na tą propozycje, choć nie wszyscy jak to w życiu bywa. Nie mniej jednak w ogóle się tym nie przejęłam, przecież to im powinno zależeć a nie mnie. Najbardziej ucieszył się Kilian, 16 letni Amerykanin. Mieszka on w La Plata i jest tak samo zagubiony jak ja w pierwszych dniach i tygodniach. Cieszyłam się, że mogę mu pomóc i nauczyć jak dojeżdżać do stolicy. O 10:30 mieliśmy się wszyscy spotkać pod Obelisco. My byliśmy na czas…Jeden Włoch i Szwedka zaspali. Spóźnili się 2 godziny. Pozostałe dwie Włoszki tez przyszły spóźnione choć “jedyne” 15 minut. Powiem Wam szczerze ze już mnie to nie rusza. A jeszcze 3 miesiące temu to bym “zabiła”. Nic nie poradzę na innych. Ja zawsze jestem na czas i lubię to w sobie. Wróćmy jednak do zwiedzania. Z Obelisco pojechaliśmy zieloną linią subte do stacji Bulnes. Jest to najbliższa stacja od muzeum sztuki latynoamerykańskiej MALBA. Blisko stacji metra znajduje się galeria handlowa “Alto Palermo”, dosyć wysokich lotów. Spacerowaliśmy po niej czekając na spóźnialskich. Włoszki pobiegły do Starbucks. A to dziwne bo myślałam, że Włosi nie lubią amerykańskiej kawy. Popularność tej sieci kawiarni robi swoje. Nie ważne co, ważne z jakim logiem. Gdy byliśmy juz w komplecie ruszyliśmy w stronę MALBA. Szliśmy około 25 minut po pięknej, prestiżowej dzielnicy Palermo. Samo muzeum okazało się być bardzo nowoczesne. Zdecydowanie modern art. Podobało mi się. Lubię takie klimaty. Lubię sztukę. Oni jednak wyglądali na znudzonych. Oprócz Szwedki. Lou była zachwycona. Oczy jej się świeciły na widok każdego pojedynczego dzieła. Fajnie jest patrzeć na ludzi pochłoniętych sztuką. Po wyjściu z MALBA namawiałam ich na przejażdżkę miejskim busem turystycznym po dzielnicach Buenos, ale nie chcieli. Do ogrodu japońskiego również nie chcieli wejść. No cóż. Nie ten wiek. Chyba. (Wiem, zabrzmiało jakbym miała 40 lat co najmniej) Muszę przyjechać sama i wszystko na spokojnie pozwiedzać. Po dwóch odmowach pokierowałam moją międzynarodową wycieczkę w stronę Plaza Italia. Szliśmy około 25 minut wzdłuż avenida del Libertador, wielkiej 6 pasmowej ulicy, a później wzdłuż avenidy Sarmeniento przy której znajduje się Amerykańska Ambasada.

Wędrowaliśmy tak,aż nie znaleźliśmy jakiegoś przyjaznego miejsca na zjedzenie almuerzo. Byłam bardzo zmęczona po nieprzespanej nocy, ale co ważniejsze głodna jak wilk. Bardziej jak wilczyca. Zamówiłam ravioli, ale były średnie. Nie mniej jednak najadłam się i miałam siłę na mój ulubiony kurs hiszpańskiego. Biesiadowaliśmy tak chyba 2 godziny. W całej restauracji byliśmy tylko my. Dopiero później okazało się, ze od 30 minut restauracja powinna być zamknięta z powodu siesty…nie dali nam jednak odczuć że byliśmy nieproszonymi gośćmi. Może dlatego, że zostawiliśmy im dużo dinero(pieniędzy). Na koniec, daliśmy sobie po małym “beso” w policzek i każdy udał się w swoją stronę. Lou obiecała mi że odprowadzi Kiliana na odpowiedni autobus do La Plata. Dopiero później dowiedziałam się, że ich plany się zmieniły…ale o tym za chwilę. Lekcja hiszpańskiego była super, jak zwykle. Jestem pewna ze w większości wszystko zależy od atmosfery jaką tworzy grupa, a nasza siódemka dopasowała się świetnie. Inne narodowości, inny wiek, inne historie, ale jest super. Około 18:40 rozpoczęłam moją drogę powrotną do La Plata. Najpierw ponad 20 minutowy spacer, potem 30 minut subte, półtorej godziny w busie i 10 minut w miejskim micro. Dzień jak co dzień pomyślałam. Nie tym razem. Stojąc w metrze, nagle zobaczyłam znajomą twarz. Był to Kilian. Nie mogłam uwierzyć co on tutaj robi o tej porze. Okazało się, ze całą grupą poszli jeszcze do parku popijać mate. Spadłam mu jak z nieba. Nie miał przecież pojęcia jak wrócić do La Plata. Była z nim co prawda Lou, ale było juz późno i napięcie rosło. Moja droga powrotna okazała się wiec niecodzienna, bo z amerykańskim nastolatkiem. Było fajnie. Kilian cały czas mówi. Na okrągło. Buzia mu się nie zamyka. Było mi co prawda trochę przykro jak usłyszałam jego punkt widzenia na rożne tematy. Jak większość ludzi zza oceanu, również i on sądzi, że Europa kończy się na granicy Niemiec, a dalej “nie ma nic ciekawego”. Tym bardziej w Polsce, gdzie są tylko małe wsie. Serduszko mi pękało. Mam nadzieje, że po rozmowie ze mną zmieni swoje wyobrażenia. Słuchał ze mną całą drogę polskich piosenek i podobały mu się. Nie wiedział o Polsce nic, a przecież jego dzisiejszy anioł stróż pochodził właśnie z Polski…

IMG_0120IMG_0129IMG_0133IMG_0137IMG_0153IMG_0143IMG_0194IMG_0157IMG_0161IMG_0173IMG_0172IMG_0169IMG_0187IMG_0183IMG_0191

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s