Parque Nacional do Iguaçu y marco das três fronteras

Plan na sobotnią wyprawę był mniej wymagający, ale równie interesujący! Mieliśmy zamiar przekroczyć brazylijską granicę! Przetańczyłam pół nocy, ale siły i tak miałam w bród. Wcześnie rano wyruszyliśmy w stronę Brazylii, by dostać się do Parku Iguazu po drugiej stronie rzeki i jej wodospadów. Gdy zobaczyłam zielono żółte flagi powiewające na wietrze, serduszko zabiło mi szybciej. To już trzecie państwo Ameryki Południowej do którego dotarłam:-) Wejście do Parku poprzedzały kasy biletowe, bankomaty i sklepy z pamiątkami. Bardziej opłaca się kupić bilet płacąc kartą kredytową niż gotówką. Kosztuje on około 40 zł, i jest o ponad połowe tańszy niż ten po argentyńskiej stronie. Nie ma się czemu dziwić, 80% Parku znajduje się w Argentynie, a tylko 20% w Brazylii. W piątek zrobiliśmy ponad dziesięć kilometrów, dzisiaj około trzy. W miejsce gdzie rozpoczyna się wyprawa po Iguazu, wszystkich turystów dowozi bus. Stamtąd idzie się już tylko piechotą. Ścieżki wąskie, temperatura wysoka, a widoki…powalają z nóg! Niebo na Ziemi! Żaden obiektyw nie odda tego piękna takim, jakie jest w rzeczywistości! Stałam i się nie ruszałam. Tylko podziwiałam! Niesamowite miejsce! Dzięki wielu tarasom widokowym mogliśmy dojść bardzo blisko największych wodospadów. Woda tak pryskała na boki, że pod koniec byłam cała mokra. Było po prostu pięknie…nie mam słów, by to opisać. Wieczorem, pojechałam busem do centrum miasta na słynną “Triple Fronteras”, czyli miejsce w którym spotykają się granice trzech państw: Argentyny, Brazylii i Paragwaju. Było już ciemno i niewiele było widać, nie mniej jednak widziałam po raz pierwszy raz w życiu paragwajską ziemię. Była na wyciągnięcie ręki, wystarczyło przepłynąć na drugą stronę rzeki…ale cóż. Nie tym razem. Na głównym placu odbywał się rownież pokaz świateł i fontann. Piękny spektakl. 

Tyle emocji i wrażeń. Tylu nowych interesujących ludzi. Całą drogę powrotną starałam się “nagadać” z poznanymi osobami z całego świata. Przedstawiłam im nawet (30 osobom w busie) moją prezentację o Polsce i nauczyłam mówić “W Szczebrzeszynie”. Było przy tym nie mało śmiechu! Nie mniej jednak, mit o “zamarzniętej” Polsce został obalony. Do Buenos Aires dojechaliśmy w poniedziałkowy poranek po ponad 20 godzinach jazdy. Ta podróż to był mój najlepszy czas w Argentynie!  

IMG_0968IMG_0970IMG_0981IMG_0982IMG_0983IMG_0990IMG_0992IMG_0999IMG_1002IMG_1008IMG_1017IMG_1018IMG_1019IMG_1020IMG_1028IMG_1035IMG_1047IMG_1102IMG_1137IMG_1144IMG_1170IMG_1174IMG_1176IMG_1179IMG_1181IMG_1182

IMG_1192

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s