Kierunek: Ushuaia, czyli na koniec świata i jeszcze dalej!

Nie mogę uwierzyć, że to mój budzik dzwoni. Proszę nie…dopiero 6 rano…jeszcze 5 minut snu…por favor…Nic z tego! Czas wstawać! Za 2 godziny samolot na koniec świata! Gdy tylko o tym pomyslałam, zerwałam się z łóżka z wielkim uśmiechem i…wielkim odciskiem poduszki na twarzy. Moi przyjaciele już się obudzili i czekali na mnie w kuchni z herbatą i ciasteczkami, gotowi, by zawieść mnie na lotnisko! Mój piękny błękitny plecak czekał zważony: 4kg jego wagi+8 kg ekwipunku! Idealnie! Lecąc z Aerolineas Argentinas możemy zabrać 8 kilogramowy bagaż podręczny i 15 kilogramowy bagaż rejestrowy w cenie (i tak juz bardzo drogiego) biletu lotniczego! Ja miałam 3 kg zapasu na ewentualne pamiątki z podróży…na przykład kawałek lodowca! Tak! Lecę do Patagonii, a właściwie na Ziemie Ognistą! Na sam koniec świata, do miejscowości Ushuaia, najdalej na południe wysuniętego miasteczka na świecie! Dalej jest już tylko Antarktyda! Po nabraniu ciasteczkowych sił ruszyłam z Andrzejem w stronę Aeroparque. Kici pomógł mi z moim wielkim plecakiem i odprowadził aż pod miejsce odprawy! Duży przytulas wdzięczności i rozpoczynam moją samotną podróż na dalekie południe! Checkin poszedł sprawnie i bez komplikacji, dokładnie tak samo jak wszystkie prześwietlenia. W Argentynie nigdy nie karzą wyjmować elektroniki z plecaka podręcznego. Co więcej można wnosić własne napoje na pokład. Krótko mówiąc: brak restrykcji na wielu polach. W kolejce do Gate’u numer 15 serduszko biło mi szybciej, gdy widziałam na ekranie wielki napis “Ushuaia”. Niesamowite uczucie!
Nigdy wcześniej nie miałam lotu tak pełnego wzruszeń. Gdy wzniosłam się w powietrze i widziałam za oknem wielki ocean, łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam uwierzyć, że tam lecę! Uczucie wolności, którego nie da się opisać. Po wyjściu z samolotu czułam niesamowity zapach Antarktydy! Armani powinien pomysleć nad nowym perfumem w jego kolekcji! Mam nadzieje, że czyta tego bloga i rozważy moje sugestie!

Na lotnisku czekał na mnie internetowo poznany wolontariusz AFS- Federico Bonaparte z mamą.
Niedość że zaprosili mnie do siebie do domu na 2 dni, to jeszcze odebrali z lotniska i nakarmili. Wielkie serca są i na końcu świata! Trzeba dobrze szukać 🙂 Koleni niesamowici ludzie.

Po południu odwiedziliśmy ponad 4 agencje turystyczne, aby zorientować się jakie mają oferty i ceny. W Ushuaia można robić nieskończoną ilość wycieczek, czy to po górach, czy Parku Narodowym Tierra del Fuego, po kanale Beagle, po lodowcach lub do Laguny Esmeralda. Pewnie i tak nie wymieniłam wszystkiego co oferuje to miasteczko na końcu świata…Ja zdecydowałam się na dwie rzeczy: wyprawę katamaranem po kanale Beagle oraz trekking do lazurowej Laguny. Wiedziałam, że tego samego dnia, którego przyleciałam, nie uda mi się już nic zobaczyć, bo Fede zaplanował dla mnie spotkanie z tutejszymi exchange students. Strasznie mi zależało, by odbyć dwie wyprawy, które sobie zaplanowałam i na szczęście, po kilku minutach rozmowy, udało mi się przekonać pracowniczkę biura, że jest to możliwe jednego. Cieszyłam się, bo poznałam przemiłą Finkę i całkiem sympatycznego Niemca, a przy okazji przespacerowałam się po całym miasteczku wzdłuż i wszerz.
Co więcej, podobnie jak przy Wodospadach Iguazu, w punkcie informacji turystycznej mogłam odbić w paszporcie nową pieczątkę, tym razem informującą o tym, że dotarłam do “drzwi prowadzących do Antarktydy”. Miałam taki uśmiech na twarzy, że pani pracowniczka miała wątpliwości czy wszystko ze mną w porządku. Spacerowaliśmy tak chyba przez 5 godzin. Słońce i wiatr są tutaj przyjaciółmi. Co 5 minut ściągałam i zakładałam kurtkę. Jak mówią Ushuajczycy, pogoda się tu zmienia w okna mgnieniu…to tak jak w Belgii, prawda Kasiu?

Przy kolacji zorientowałam się, że rodzice Federico wiedzieli bardzo dużo o Polsce! On sam prawie nic, ale za to jego najlepsza koleżanka z wymiany do Belgii była Polką! Mama cały czas mówiła o Korczaku, a tata o Lechu Wałęsie, Grzegorzu Lato i Andrzeju Wajdzie. Miła, sympatyczna rodzinka na końcu świata. Jutro czekają mnie dwie duże wyprawy, a tymczasem pierwsza noc pod Antarktydą. Dobranoc!IMG_5559IMG_5597IMG_5607IMG_5647IMG_5658IMG_5676IMG_5672IMG_5434IMG_5453

 

One thought on “Kierunek: Ushuaia, czyli na koniec świata i jeszcze dalej!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s