“I ty  s a m a  tak jedziesz?”, Nie sama! Z plecakiem! , czyli podróż do lodowców!

Wcześnie rano, pomimo dużego zmęczenia, wyruszyłam do celu mojej podróży: El Calafate. BUS SUR jak zwykle super. Kierowcy powiedzieli, że chyba jestem już stałą klientką! Trochę mieli racje, to już moja piąta podróż z nimi, w ciagu ostatnich 5 dni! Tym razem podróż minęła pasażerom nadzwyczaj miło dzięki “prawej ręce” kierowcy, który zajmował się pasażerami. Był on głuchoniemy, a rozbawiał wszystkich! Mnie najbardziej pomógł na granicy! Argentyńczycy jak zwykle nie chcieli mnie wpuścić do swojego kraju! Obiecuje, że nigdy więcej nie zrobię wizy! Same z nią problemy! Cały autokar ludzi, czekał 30 minut, aż celniczka podbije mi paszport…Jak na złość, było to najdłuższe oczekiwanie jak do tej pory! Głuchoniemy Pan czekał ze mną przy okienku i pokazywał, że mam się nie martwić. Ostatecznie celniczka podbiła pieczątkę w nie tej części paszportu co trzeba, ale zauważyłam to dopiero w autokarze. Ich problem. Argentyńczycy nie radzą sobie z wizą z argentyńskiej ambasady…Niezrozumiała dla mnie sytuacja. Trudno. Nikt na szczęście nie miał mi niczego za zle. Terminal w El Calafate jest malutki, ale nowoczesny. Ma czyste łazienki i kontakty z prądem, a to chyba dla podróżników najważniejsze. Od razu zabrałam się za porównywanie ofert przewoźników. Na dziś miałam jeden cel: dojechać z Puerto Natales do El Calafate, a pózniej do El Chalten, małej wioski blisko tras trekkingowych w pobliżu słynnej góry Fitz Roy. Musiałam więc kupić bilety. Porównałam dwie rożne oferty i zdecydowałam się na wykupienie pakietu z “Chalten Travel”. Myśle, że jest to najlepsza oferta. Nie mowię oczywiście o biurach podróży. Ja takowych w ogóle nie sprawdzałam. Nie jestem emerytką, żebym mnie odbierali z hostelu i dowozili do Parku, po którym mam chodzić z przewodnikiem. Wszystkie zaplanowane przeze mnie trekkingi, przejdę sama idąc wyznaczonymi szlakami. Nie ma sensu “wykupywać wycieczki zorganizowanej”. Mój kolega z Meksyku, przekonywał mnie że nie ma lepszej opcji, ale ja juz wiem, ze po prostu nie chciało mu się szukać. Po dotarciu na lotnisko w El Calafate, napadają cię przedstawiciel biur podróży i namawiają do wykupienia BARDZO DROGIEJ oferty. Jeżeli nie przestudiowałeś dobrze mapy, a co gorsza nie chce Ci się zorganizować wszystkiego samemu, napewno skusisz się na takie oferty. Jest to bezsensowne wydawanie pieniędzy. Ja wykupiłam po prostu przejazdy autobusowe: z El Calafate do El Chalten (gdzie spędzę 3 noce), z El Chalten z powrotem do El Calafate, by wziąć busika do lodowca Perito Moreno, a potem ponownie wrócić do El Calafate gdzie spędzę noc. Koszt pakietu biletów, z dowolnym doborem dat i godzin to koszt 1600 pesos argentyńskich (ok 330 zł). Inny przewoźnik proponował mi dokładnie taką samą cenę, ale podejście do klienta było beznadziejne, a co ważniejsze godziny przejazdów były mniej dogodne. Brzmi trochę skomplikowanie, ale właśnie tego szukałam! Ja we wszystkim się odnajduje! El Calafate znajduje się już po argentyńskiej stronie granicy. Nazywane jest “Narodową stolicą lodowców”, innymi słowy, jest po prostu bazą noclegową dla wszystkich, którzy planują trekking do lodowca Perito Moreno oraz góry Fitz Roy(El Chalten). Tylko z tego “turystycznego powodu” jest tak ważne na mapie Argentyny, gdyż samo w sobie nie ma wiele do zaoferowania. Pospacerowałam po nim przez dwie godziny w deszczu, by skrócić moje pięciogodzinne czekanie, jednak nic po drodze mnie nie zachwyciło. Po zjedzeniu dwóch kawałków pizzy i wypłaceniu pieniędzy, czekałam w Terminalu aż do 18:00, o której to godzinie odjechałam do miejscowości El Chalten. Nie czekałam na szczęście sama, przez 30 minut leżał w moich nogach pies i za nic nie chciał się ruszyć. Chyba wyczuł dobrych ludzi…Podróż do El Chalten przebiegła dobrze, choć zmęczenie i tęsknota za normalnymi posiłkami dawała mi się we znaki. Hostel “Lago del desierto”, w którym się zatrzymałam, był fajny! Miał wszystko to co mi potrzeba: ciepła woda i dobra lokalizacja. Dodatkowo Pan właściciel był bardzo miło. Spałam w ośmioosobowym pokoju. Wiem, że wielu ludzi nie wyobraża sobie spać z obcymi ludźmi i to jeszcze w takim “wielołóżkowym” pokoju. Mnie jednak ani trochę to nie przeszkadza. Nie czuje by moja prywatność była zagrożona. Wiem, ze wszyscy jesteśmy w takiej samej sytuacji i jak narazie w ciagu mojej podróży wszyscy mieli w hostelu ten sam priorytet co ja: wyspać się. Co więcej, nigdy nie czułam się samotna. Wiedziałam, że zawsze ja mogę do kogoś “zagadać” albo ktoś “zagada” do mnie. Tak było właśnie w El Chalten. Zaraz po wejściu do pokoju, poznałam się z Loren, 26 letnią Amerykanką, która objechała już pół świata. Dosłownie. Jej podróże były bardzo NIEzaplanowane i spontaniczne, ale zrobiła na mnie duże wrażenie. “I want to go somewhere and drink some wine, do you want to come with me?”. Tak mnie zaskoczyła, że powiedziałam “Yes” bez zastanowienia. Poszłyśmy do fajnej knajpki “Patagonicus”, gdzie ona wyżłopała 2 kieliszki wina, a ja szklankę submarino (mleko z baryłką czekolady). Super mi się z nią rozmawiało. Juz nigdy jej pewnie nie spotkam, nie znam nawet jej nazwiska, ale będę trzymać kciuki, że dopłynie na Antarktydę tak jak pragnęła!
Dobranoc!

IMG_6605IMG_6607IMG_6609IMG_6610

One thought on ““I ty  s a m a  tak jedziesz?”, Nie sama! Z plecakiem! , czyli podróż do lodowców!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s