Silny wiatr i śliskie skały, czyli wyprawa w stronę Fitz Roy

Kolejny poranek. Kolejny treking przede mną. Kolejne kilometry. Kolejne bóle. Kolejne przełamywanie barier. Mięśnie mają się dużo lepiej niż wczoraj. Wstaje, otwieram drzwi i ruszam na szlak. Fitz Roy na mnie czeka! Ups…drzwi nie chcą się otworzyć. Wiatr jest tak silny, że…można się było przerazić. Nie ma jednak odwrotu. Kilka łyków soku pomarańczowego, ciasteczka, batonik musli…Ruszam! Było mi tak zimno, że myślałam, że zamarznę pomimo koszulki, bluzy, dwóch kurtek i czapki. Do czasu…gdy zaczęłam moją wspinaczkę w górę, zalałam się potem i ściągnęłam szybko jedną kurtkę. Chwilę później drugą. Idę. Wspinam się. Oddycham. Zdycham. Staję. Siadam. Piję. Wstaję. Idę. Idę. Idę. Nie zatrzymuje się. Cisza. Niebo. Drzewa. Skały. Góry. Lodowce. Piękno. Oczy mi się świecą pod wpływem tych wszystkich niesamowitych widoków. Trasa nie była łatwa. Na pewno była męcząca. Liczyła 10 kilometrów, z czego 7 było pod górkę. Przejście pierwszych dziewięciu zajęło mi niecałe trzy godziny. Mordęga jednak dopiero się zaczynała. Przejście ostatniego kilometra zajmowało około półtorej godziny. Stały nawet tablice informujące o wysokiej trudności szlaku i o wymaganej dobrej kondycji. Moja kondycja jest dobra, ale nieco nadszarpnięta. Mięśnie nóg mi się paliły. Łyk soku i gryz kanapki. Ruszam. Trasa była bardzo trudna. Bardzo pod górkę. Głazy, które musiałam pokonywać stawały się coraz większe, nie tylko w mojej wyobraźni, ale tez niestety i w rzeczywistości. Nie mogłam uwierzyć, ze mam wejść tak wysoko. Na sam szczyt, gdzie było widać małych ludzików w czerwonych kurtkach. Nigdy nie rozumiałam, gdy Wujek Jeremi mówił, że najlepiej odpoczywa męcząc się. Jak to możliwe? Teraz rozumiem. Gdy jesteś tak zmęczony, że nie masz siły iść, a w dodatku wiatr wieje tak mocno, że musisz uważać, by nie zginąć, zapominasz o wszystkich problemach. Jesteś tu i teraz i nic więcej (choć na chwilę) się nie liczy. Droga na szczyt miała zająć godzinę, a zajęła prawie dwie. Było wąsko, stromo i ślisko, ale…udało się! Jest śnieg, jest szczyt! Wiatr był jeszcze silniejszy. A nie…to jeszcze nie jest szczyt…jeszcze 200 metrów w górę. Zaraz mnie zwieje. Nogi zapadają mi się w “śniegobłocie”. Zimno mi w głowę pomimo czapki i dwóch kapturów. Jestem na szczycie. Zaraz mnie zwieje. Jestem tego pewna. Nie ma się nawet za czym schować. Nie da się zrobić zdjęcia. Są takie chmury i mgła, że nie widać Fitz Roy’a. Trzymam się głazu, robię jedno szybkie zdjęcie trzymając telefon dwiema rękami i zaczynam schodzić w dół. Ups. Jednego pana przede mną właśnie wiatr zmiótł 4 metry niżej. Cieżko było się utrzymać na nogach. Ups. Druga osoba się ześlizgnęła i zjechała w dół. Nie oglądam się za siebie. Stawiam ostrożne kroki. Widząc ludzi w trampkach ostrzegam ich, że na szczycie są niebezpieczne warunki. Nie wiem czy poskutkowało, ale nic więcej nie mogłam dla nich zrobić. Ich życie. Ich (mało rozważne) decyzje. Na szczyt docierała rownież pewna starsza Pani z Francji, która chciała spełnić swoje marzenie. Wspinała się tutaj już chyba trzecią godzinę. Wiedziałam że nie zawróci. Mam nadzieję, że jej się wszystko udało. Zeszłam ze skał w godzinę, a pozostałe 9 kilometrów pokonałam w 2 godziny. Znacie to uczucie, że jesteście tak zmęczeni, że aż zaczynacie biec? Ja ostatni kilometr przebiegłam. Udało się. Jestem na dole. Cała i szczęśliwa. Całość zajęła mi mniej niż osiem godzin. Nogi mi się trzęsły ze zmęczenia. Przypomniało mi się, że centrum informacji turystycznej w której chciałam odbić pieczątkę w paszporcie jest czynne do 17:00. Miałam więc niecałe trzydzieści minut, by przejść kolejne 3 kilometry przy silnym wietrze. Ostatkiem sił udało się! 16:57 byłam pod drzwiami centrum. Pieczątka jest to i uśmiech jest. Wracam do hostelu. Gorący prysznic. Ciepły posiłek. Spać. Spać. Spać. Wcześnie rano ruszam do El Calafate.

IMG_6750IMG_6752IMG_6756IMG_6762IMG_6767IMG_6770IMG_6788IMG_6794IMG_6801IMG_6804IMG_6809IMG_6816IMG_6819IMG_6822IMG_6825IMG_6828IMG_6833IMG_6836IMG_6837IMG_6838IMG_6839

3 thoughts on “Silny wiatr i śliskie skały, czyli wyprawa w stronę Fitz Roy

  1. Historia trzyma w napięciu jak najlepszy kryminał! Świetny tekst, z nerwem. No i wspinaczka niesamowIta!

    21 gru 2017 06:16 “El camino de nuestra vida” napisał(a):

    > judasek posted: “Kolejny poranek. Kolejny treking przede mną. Kolejne > kilometry. Kolejne bóle. Kolejne przełamywanie barier. Mięśnie mają się > dużo lepiej niż wczoraj. Wstaje, otwieram drzwi i ruszam na szlak. Fitz Roy > na mnie czeka! Ups…drzwi nie chcą się otworzyć. Wiat” >

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s