Podróż do San Carlos de Bariloche, czyli argentyńskiego Zakopanego

Dziewiętnasty grudnia to istne nic nie robienie. Pierwszy raz od dziesięciu dni mogłam pospać do dziewiątej trzydzieści (dłużej nie mogłam ze względu na godzinę wymeldowania z hostelu…a szkoda), a potem siedzieć i nic nie robić. Strasznie dziwnie się z tym czułam. Miałam wrażenie że marnuje czas. No ale cóż…odpoczynek to równie ważna część każdej podróży. Mogłam przynajmniej nadrobić blogowe zaległości. Po całodniowym nic nie robieniu czekało mnie kolejne 28 godzin nic nie robienia podczas podróży do kolejnego celu mojej podróży: San Carlos de Bariloche, słynnego miasteczka w północnej Patagonii, do którego wszyscy młodzi Argentyńczycy jeżdżą na wycieczki klasowe na zakończenie szkoły. Bilety autobusowe zakupiłam dzień wcześniej po zapoznaniu się z wszystkimi ofertami na dworcu. Zdecydowałam się na opcje “cama”, czyli wygodniejszy, droższy o 80 złotych fotel. Przeżycie prawie trzydziestu godzin w autokarze i tak będzie moim życiowym rekordem. Mój autobus ruszył z czterdziestominutowym opóźnieniem, ale w oczekiwaniu znów towarzyszyły mi miejscowe pieski, które wtulały się w moje bagaże. Siedział też przy mnie całkiem miły Francuz o imieniu Axel, który łamanym angielskim pożyczył ode mnie ładowarkę, a potem dostał zawału, gdy odpowiedziałam mu po francusku. Miło było zobaczyć jego zdziwioną minę. Z resztą nie raz w podróży, gdy ludzie dowiadywali się skąd jestem, odpowiadali: “Oh, unfortunately I don’t speak your language”. Wtedy ja mogłam z dumą odpowiedzieć “don’t worry, because I speak yours”, niezależnie od tego czy byli oni francusko, hiszpańsko czy angielskojęzyczni.

Słynna Ruta Nacional 40 ( Droga łącząca północ z południem Argentyny. Przejechałam jej sporą część.) przechodząca rownież przez Bariloche prowadziła przez takie miejscowości jak: El Chalten, Los Antiguos, Perito Moreno, Esquel czy El Bolson, nie brzmią znajomo, ale ja po tygodniu w Patagonii, wiem że przyciągają nie małą liczbę podróżników. Ja jednak się tam nie zatrzymywałam. Wolałam dojechać prosto do celu. Jak juz wspomniałam, droga biegła przez El Chalten, w którym byłam przed wczoraj. Musiałam jednak powrócić do El Calafate, by zobaczyć lodowce. Przez pierwsze trzy godziny drogi, bus był pusty. Pózniej zapełnił się bo brzegi. Obok mnie usiadł uśmiechnięty Azjata, niemówiący po hiszpańsku, ale za to anglojęzyczny. Wpałaszował paczkę serowych krakersów, a potem do mnie zagadał. Przemiły chłopak. Hou You wyglądał na osiemnaście lat, ale ma ich tak naprawdę dwadzieścia osiem.
Powstrzymywałem się okropnie, by nie parsknąć śmiechem na cały autokar, po tym jak się przedstawił. “Hi! My name is “Huju” and I am from South Korea”. Musiałam się jednak szybko opanować, bo przecież i tak nikt by nie zrozumiał dlaczego mnie to rozbawiło. Rozmawialiśmy troszkę o naszych podróżach, a potem cały autokar poszedł spać, więc my też. Troskliwy Koreańczyk przykrył mnie swoją kurtką żebym nie zamarzła, pomimo iż zapewniałam go że nie jest mi zimo. W sumie dobrze, że mnie przykrył, bo w nocy kurtka bardzo mi się przydała, a moja mogła mi służyć za poduszkę. Wyspałam się całkiem dobrze, bo spałam nieprzerwanie przez 10 godzin. Pózniej już nie mogłam zasnąć. Trafił mi się bardzo sympatyczny i przezabawny kompan podróży. Opowiedziałam mu o Polsce ( o której i tak miał już dobrą opinie! Przekonywał mnie że w Korei Polskę uznaje się za kraj Bałtycki, podobny do Norwegi czy Dani. Nie zaprzeczyłam więc..:). Znał nawet polską flagę i…Lublin! On odwdzięczył się koreańskimi opowiastkami. Opowiedział mi o ich księżycowym kalendarzu, o tym że Bożego Narodzenia nie obchodzi się w rodzinie tylko ze znajomymi (ja myślałam że w ogóle się nie obchodzi, ale w świetle globalizacji, nawet do Korei dotarły Choinki i grube czerwone Mikołaje). W jego kraju, rodzinnym świętem jest Korean New year, którego data zmienia się wraz z księżycem. W tym roku bedą go obchodzić w połowie stycznia. Hou You próbował mi też wyjaśnić jak działa ich alfabet, ale nie wiele zrozumiałam. Zapamiętałam tylko jak wyrazić śmiech w wiadomości tekstowej, gdy piszesz z Koreańczykiem. W Polsce piszemy “hahaha”, w krajach hiszpańskojęzycznych “jajajaja”, w Tajlandii “5555”, a w Korei…”kkkkkk”. Uwielbiam te niuanse w rożnych kulturach!
Rozmawialiśmy też o tym z czego słynie Korea na całym świecie. Mój nowy kolega wymieniał takie marki jak; Kia (czyli Jeleń), Hyundai (czyli Nowoczesny), czy Samsung (trzy gwiazdy). Nie miałam pojęcia że te słówka coś oznaczały! Powiedziałam mu potem, że niestety Polska nie ma czym się jak na razie pochwalić, a Hou You odpowiedział mi zdziwiony: “No jak to Judy! Przecież Polska ma Ciebie, a Ty możesz coś wymyślić!”. Kochany 🙂 Dał mi jeszcze swoje zdjęcie, bym nie zapomniała spotkania pierwszego koreańskiego chłopaka, i to w dodatku w Argentynie. Dałabym mu swoje, bo też byłam pierwszą Polką, którą poznał, ale niestety nie miałam. Około dziesiątej rano, wydarzyło się kolejne wcześniej niespotykane dla mnie międzykulturowe doświadczenie. Pewien chłopak z Francji stanął na środku autokaru w specjalnym stroju i czapce i zaczął odprawiać modły. Nie wiem czy był Żydem, czy Muzułmaninem. Moja wiedza jest za mała, by to stwierdzić niestety, ale byłam nim zafascynowana. Droga bardzo mi się dłużyła…ostatnie 3 godziny słuchałam koreańskiej muzyki, a mój współtowarzysz podróży-polskiej. Potem nawzajem uczyliśmy się kilku słów w naszych ojczystych językach. Było przy tym wiele śmiechu 🙂 Na dworzec w Bariloche dojechaliśmy po 23:30, mimo iż w kasie mówili mi że będzie to 21:30….Trudno. Nie chcieliśmy się taszczyć busami, więc zamówiliśmy taksówkę, gdyż jego hostel był blisko mojego, a więc koszty mogliśmy podzielić na pół. Dodatkowo, na postoju taksówek zaczepiła nas pewna Brytyjka, pytając czy nie może się z nami zabrać dzieląc koszty. Ona zyskała, my też, a co najważniejsze: w trójkę bezpieczniej. Każdy szczęśliwie dotarł do swojego hostelu.IMG_7087IMG_7112IMG_7084IMG_7085IMG_7056IMG_7065IMG_7069

One thought on “Podróż do San Carlos de Bariloche, czyli argentyńskiego Zakopanego

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s